Tytułem wstępu:
Primo: http://www.tvn24.pl/0,1732938,0,1,selekcja-dzieci-przy-obiedzie-po-prostu-wstydze-sie-isc,wiadomosc.html
Secundo:
Art. 2.
Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.
(Konstytucja Rzeczypospolitej Polski)
Ludzie są różni. Jedni wysocy, drudzy niscy. Jeden to przystojny brunet, inna to mniej urodziwa blondynka. Albo na odwrót. Ktoś ma lepsze predyspozycje do nauki, ktoś inny będzie realizował się w sporcie bądź aktorstwie.Swoją drogą, ogladając ostatnie Gran Derbi, śmiem stwierdzić, że jedno często łączy się z drugim. Przykładów i różnic można by mnożyć. Ktoś jednak w tym kraju postanowił wziąć się za dzielenie. Dzielenie ludzi wedle kryteriów materialnych. I nie idzie o to, że jeden kupuje w Lacoste, drugi w H&Mie, a trzeci nosi ubrania po starszym bracie. Zresztą, taki podział byłby o tyle głupi, co i bardzo uproszczony, by nie rzec prostacki. Nie idzie też o to, że ktoś dorosły jest obiektywnie bogaty a ktoś obiektywnie biedny. To temat na inny wpis.
W Polsce postanowiono dzielić dzieci. Tak, te same dzieci, których dobrem wyciera sobie gębę niejeden sąd, a już na pewno każdy polityk.
W Krośnie Odrzańskim uznano, że hołota nie będzie jadać z elitą. Dzieciaki, podkreślam z podstawówki i gimnazjum, zostały podzielone na dwie kategorie. Posługując się językiem salonowych mediów: o innej porze jeść będzie elektorat roszczeniowo-socjalny, a o innej modernizatorko-prorozwojowy. Dzieci, których posiłki opłaca Ośrodek Pomocy Społecznej, zjedzą oczywiście mniej niż te, których rodziców stać na dwudaniowy standard. A niech tylko dziecięca roszczeniowa hołota zapragnie wziąć napój. Gdzie z tymi łapami do pańskiego bufetu!
Wydawać by się mogło, że czasy, w których to cham zdejmuje czapkę, gdy pański orszak jedzie, minęły. Błąd. Problem awansu społecznego, segregacja w szkołach - to bolączki dnia dzisiejszego. Jest to walka, w której każdy uczciwy człowiek powinien stanąć po stronie słabszych. Szkoła ma nie tylko uczyć. Szkoła ma także wychowywać. Historycznie, moja rodzina, z jednej strony wywodzi się z chłopstwa, z drugiej ze szlachty. Rodzice nauczyli mnie szacunku dla ludzkiej pracy. Wpoili bardzo proste, a zarazem uczciwe, zasady. Swoje dołożyło też życie. Jeśli w tak młodym wieku mogę powiedzieć, że czegoś się nauczyłem, to z pewnością będzie to szacunek dla drugiego człowieka, niezależnie od tego, ile ma w kieszeni, kim są jego rodzice, gdzie pracuje. No chyba, że jest etatowcem w Platformie Obywatelskiej, ale to też inny temat.
Szkoła ma stwarzać szanse dla awansu i wyjścia z biedy dla niejednego młodego człowieka. To przecież, tak chołubiona przez środowiska wolnorynowe, magiczna wędka. Oczywiście, nie jest to jedyny element tej bardzo trudnej układanki, ale, z racji państwowego charakteru oświaty, bardzo istotny. Badania wskazują, że 1/3 dzieci w polskich szkołach jest niedożywiona albo zwyczajnie głodna. Nie, te dzieci nie są na diecie, a jeśli już, to na pewno nie na dobrowolnej. Pamiętam, że swojego czasu jadałem obiady tak w podstawówce, jak i gimnazjum. Rodzice, mimo że zapewniali drugi obiad w domu, chcieli bym zjadł w szkole coś ciepłego. Wiem jednak, że dla niejednego z moich rówieśników te kasza czy makaron z twarogiem były często jedynymi konkretnymi posiłkami w ciągu dnia.
Problem nie ogranicza się jednak tylko do naszego obiadu. Problem jest szerszy. W wielu szkołach likwiduje się etaty higienistek. O gabinetach stomatologicznych zaś można już pisać tylko i wyłącznie w czasie przeszłym dokonanym. Uczeń podstawówki czy gimnazjum często jest piętnowany z uwagi na stan portfela jego rodziców. Publiczne wyczytywania, kto nie zapłacił składek na Komitet Rodzicielski, kto nie może pojechać na wycieczkę, nie są niczym dziwnym. Jasne, trafiają się, jak w moim gimnazjum, rodzice, którzy chętnie wspomogą mniej zamożnych w sfinansowaniu wyjazdu. Punkt dla nich. Jednak pedagodzy wciąż popełniają kardynalne, z zakresu wychowawstwa, błędy.
W jaki sposób, przy takiej organizacji oświaty, oczekiwać zmian w kraju? Konia z rzędem za poprawną odpowiedź.
Polska tzw. lewica dzielnie walczy o prawo do etyki w szkole. Moim zdaniem jak najbardziej słusznie. Jednak jakoś kompletnie zapomina, zwłaszcza gdy rządzi, o sferze czysto socjalnej. Postkomunistyczni aparatczycy nie dorastają do pięt, niestety już historycznej, Polskiej Partii Socjalistycznej, uczciwej lewicy społecznej. Zajęci własnymi sprawami, puszczaniem koalicyjnego oka do Platformy, nie mogą być wyrazicielami grup poszkodowanych. Jeżeli tzw. lewica zabiera głos w sprawie dzieci, to przeważnie w temacie aborcji. Smutne.
A szkoda. Bo dla takich spraw, przydałaby się w Polsce uczciwa, społeczna lewica. Chociażby po to, by dyrektorka krośnieckiej szkoły pożegnała się ze swoją funkcją. Prywatnie zaś nie musiałbym na gwałt pisać tych notek, a mógł spokojnie uczyć się do kolejnego egzaminu :)
Miłego weekendu


